Zawsze mnie fascynuje jak procesy poznawcze wpływają na procesy emocjonalne. Mogą dwojako- lepsze rozumienie spraw może podwyższać albo obniżać poziom lęku.
Weźmy na przykład temat śmierci. Rozwojowo, około 7 r.ż. dzieci zaczynają rozumieć zjawisko śmierci we wszystkich jej aspektach: nieodwracalności (człowiek, który umarł nie może ożyć) i uniwersalności (wszyscy umrzemy). Nie przypadkiem właśnie w tym momencie rozwojowym dzieci okazują wzmożony niepokój wyrażający się w zadawaniu dorosłym licznych, trudnych pytań w tym temacie („czy wy umrzecie?”, „czy ja umrę?” „co się dzieje z człowiekiem po śmierci?” itp.)
Z drugiej strony, wraz z rozwojem dzieci nabywają wiedzę na temat sposobów zapobiegania i możliwości ratunku w sytuacjach zagrożenia, jakimi dysponuje ludzkość (np. „jak będę mył ręce, to się nie rozchoruję”, „jak ktoś się włamie do naszego domu, to alarm zacznie wyć”). To daje możliwości realnego wpływu na rzeczywistość, a tym samym uspokaja.
Po drugie, mądrzejąc, dzieci mają większe możliwości świadomego uspokajania samych siebie, gdy się boją, poprzez racjonalną obróbkę przerażającej rzeczywistości. Najbardziej mnie rozczulił siedmiolatek wyśmiewający się z młodszego brata, który wierzył, że potwory chowają się pod jego łóżkiem i bardzo się bał. Gdy zapytałam, czy on się nie boi, popatrzył na mnie kpiąco i zaprzeczył. Ja (myśląc o tym, że siedmiolatek to już taki rozumny człowiek) zapytałam: „jak to się dzieje, że ty się nie boisz?”. Odpowiedź siedmiolatka: „bo ja mam za niskie łóżko, potwory się pod nim nie zmieszczą”. Cóż, siedmiolatek jest najwyżej w połowie drogi do dojrzałego i abstrakcyjnego myślenia 🙂